Mały kompromis

Czasem odnosimy wrażenie, że siadając za kierownicą samochodu człowiek przestaje być sobą. To co za szybami auta staje się dla kierowcy światem innych, przeszkadzających mu pieszych , którzy toczą z samochodami "dziwną" i nierówną walkę o swoje miejsce w mieście .Terror motoryzacyjny stopniowo ogarniał miasta spychając korzystających z własnych nóg w zaułki i pod mury budynków. Jezdnie poszerzano, chodniki zmniejszano.


Moda na "miejskie parkingi" i strefy płatnego postoju uczyniły z przestrzeni miejskich motoryzacyjną dżunglę. Ulice zalane są wręcz samochodami, których właściciele nie mogąc wjechać wprost do sklepu czy też, tuż obok swojego biurka idą na mały kompromis parkując na resztkach chodnika, rachitycznych klombach i dawnych trawnikach. Władze wielu miast chcąc choć w niewielkim stopniu ulżyć niedoli pieszego, ograniczają prędkość jadących przez śródmieścia i osiedla aut do 30 / 40 km na godzinę. Powoduje to często kabaretowy efekt, bowiem w godzinach szczytu miejskimi ulicami sunie powoli lawa różnorodnych pojazdów mechanicznych udaremniając mieszkańcom przejście przez jezdnię. Ze spowolnionego ruchu samochodowego korzystają przedsiębiorczy i sprytni emigranci, którzy stojącym w korkach kierowcom proponują mycie szyb, prasę a nawet jedzenie.Na prezentowanej fotografii widzimy potomka azteckiej kultury, który - jak w gąszczu tropikalnego lasu - przeciska się pomiędzy autami na jednej z ulic centrum Mexico. Stolicę Meksyku szczególnie męczą uliczne korki i wzrastająca liczba samochodów. Aglomerację tego północnoamerykańskiego molocha zaludnia około 22 milionów ludzi. Ruch samochodowy jest praktycznie całodobowy. Sytuacji nie poprawia metro, które również cierpi na stałe zatłoczenie. W Mexico City, jak i w wielu innych wielkich miastach świata, coraz poważniej myśli się o zakazie poruszania się w centrum i w śródmieściu prywatnym pojazdom. Jedyną szansą dla optymalnego rozwoju transportu miejskiego jest transport publiczny, który w przyszłości będzie wykorzystywał jedynie napęd elektryczny lub wodorowy. Dobrym przykładem na "mały kompromis" pomiędzy wymaganiami kierowców i mieszkańców jest miasto Kurytyba w Brazylii. " Kurytyba to dwumilionowe miasto położone w południowej Brazylii, które już trzy dekady temu postawiło na szybką i tanią komunikację publiczną. Liczba aut spadła w mieście o jedną trzecią, przy jednocześnie dwukrotnym wzroście liczby mieszkańców. Jak buduje się komunikacyjną potęgę świata? Miasto od lat słynie z doskonale zorganizowanego ruchu autobusowego. Mimo, iż liczba mieszkańców sięga tu około 2 mln mieszkańców, gęstość zaludnienia jest dość wysoka – wynosi bowiem 4200 osób na kilometr kwadratowy. Miasto, mimo swoich rozmiarów praktycznie pozbyło się problemu korków. Jego włodarze postawili bowiem na stworzenie wydajnego systemu komunikacji miejskiej. BRT - system komunikacji miejskiej przypominający systemy metra – chodzi o BRT, czyli Bus Rapid Transist. Autobusy poruszają się tu na własnych pasach, jednak ich ruch, w przeciwieństwie do innych systemów komunikacji, nie jest zależny od sygnalizacji świetlnej. Aby szybko przetransportować duże potoki podróżnych autobusy podjeżdżają do przystanków nawet co 1,5 minuty. Aby jak najbardziej skrócić czas ich postoju, opłaty za podróż dokonuje się jeszcze przed wejściem do pojazdu. Dzięki temu system działa sprawniej i ruch autobusowy odbywa się płynnie." ( za: Transport Publiczny.pl ) Na bohatera naszej fotografii z lekkim politowaniem spogląda z reklamy autobusowej szczęśliwa dziewczyna, która jest dla azteckiego mieszkańca Meksyku, postacią z innego świata...